Chuck Norris - Bernierdh
Proza » Obyczajowe » Chuck Norris
A A A

Gdy podeszwy Kacperka zetknęły się z deską, głowa Chucka Norrisa zrobiła się może ciut czerwieńsza, jego nalany polik odrobinę się spłaszczył, ale to by w sumie było na tyle. Skok nie zaburzył nawet przeciągłego chrapnięcia, które wydobyło się z nozdrzy żula.

– No bo ty chuja ważysz – rzucił Kula, nie bez racji. – Jak ja spadnę to zabiję.

– Jak ty spadniesz to mu łeb pęknie, kurwa, jak bańka – potwierdził Wozak i wszyscy zaśmialiśmy się, w głowie mając obraz soczystej, karmazynowej eksplozji.

Pamiętam, że Kaśka spojrzała wtedy na mnie i przewróciła oczami, jakby porozumiewawczo, stawiając pewną granicę między nami a całą resztą. My jesteśmy mądrzy i rozumiemy absurd sytuacji; oni są małpami w zoo, skaczącymi po głowie wąsatego pijaka. Dziwnie było mi z tą intymnością, gdy tak patrzyliśmy sobie w oczy wśród śmiechów. Chciałem uciec od tej niezręcznej chwili, ale też nie miałem jakoś ochoty brać udziału w torturach.

– No to dajesz – powiedziałem, zapraszając Kulę gestem dłoni na deskę. Wozak przytrzymał ją, by nie zsunęła się ze skroni Norrisa, a grubasek wdrapał się na murek (mniej więcej metrowej wysokości). Potuptał chwilę w miejscu, niczym bokser na moment przed gongiem.

W tym czasie Kacperek włożył na łeb obdrapany kapelusz, który leżał w pobliżu menela. My byśmy się nie odważyli, pewni, że mieszkają tam wszy, ale Kacperek i tak był łysy, więc nie miał zbyt wiele do stracenia. Utonął w nakryciu głowy, tak że tylko szczerbaty uśmiech wyglądał spod ronda.

Gdy Kula zeskoczył na deskę, twarz Chucka zrobiła się purpurowa, jakby niewyobrażalnie się wkurzył, ale nie dostrzegliśmy żadnego innego sygnału, że odzyskał świadomość. Odrobina chrapliwego bełkotu, która wydobyła się z jego ust, wskazywała jednak, że nie umarł.

Nagle w naszych uszach zadzwonił przeraźliwy krzyk.

– A co wy tu, kurwa, robicie?!

Nauczeni doświadczeniem popędziliśmy natychmiast do jednej z czterech klatek schodowych w naszej kamienicy. Przepychając się między sobą i niemal taranując nawzajem, dotarliśmy na półpiętro, skąd mogliśmy oglądać przez okno scenę, która rozgrywała się na podwórku.

Pewna pani w średnim wieku (której nie kojarzyłem z wyglądu, więc pewnie nie mieszkała w okolicy) wkroczyła na nie pewnym, stanowczym krokiem. Spojrzała na Chucka Norrisa i pokręciła ze smutkiem głową. Zdjęła deskę z jego głowy, a twarz zakryła leżącym nieopodal kapeluszem (musiał zsunąć się z głowy Kacperka w trakcie ewakuacji). Po wszystkim spojrzała w naszym kierunku i choć schowaliśmy się błyskawicznie, z pewnością dostrzegła naszą obecność.

– Pojebało was, gówniarze?! – krzyknęła. – Chcieliście go, kurwa, zabić?!

W jej głosie nie było gniewu. Tylko smutek. I może rozczarowanie.

– Czy wy wiecie, co mogło się stać? Czy wy, kurwa, mózgów nie macie? – kontynuowała, kierując wzrok na naszą deskę. Wtedy tego nie widziałem, ale gdy później przechodziłem obok, dostrzegłem na niej delikatną smugę krwi. Pewnie od startej skóry Chucka. – Nie może tak być, żebyście takie rzeczy... Wołajcie po ojców albo będę dzwonić na policję!

– Niech dzwoni. – Kula prychnął. – Akurat się kurwy boję.

I miał rację. Żadne z nas się nie bało. Cała ta sytuacja wydała nam się raczej zabawna, dostarczyła kroplę adrenaliny, ale ani odrobiny strachu. Może gdyby ta kobieta nas znała i poszła po naszych rodziców – wtedy rzeczywiście mogłoby nieco zaboleć. Ale była obca, więc musiało nam się upiec. Jedyne co mogła zrobić, to troszkę sobie pokrzyczeć.

Stała tam jeszcze długo, krążąc po podwórku i wymachując niebieską Nokią 3310, jakby widok telefonu miał nas przekonać, że naprawdę zadzwoni na psy. Wiedzieliśmy, że gdyby to zrobiła, policjanci zabiliby ją śmiechem. Akurat będą ganiać dzieciaki po klatce schodowej, zwłaszcza gdy ofiarą jest cuchnący pijak, który zasnął pod murkiem. Co najwyżej zabraliby Chucka na izbę wytrzeźwień, wściekli, że muszą zajmować się podobną pierdołą.

Gdy tak siedzieliśmy i czekaliśmy, aż bohaterska pani zdecyduje się wreszcie odpuścić, Kacperek poszedł do domu po jajka. Bał się nieco, że matka się wkurwi, ale w sumie śmiesznie byłoby porzucać w to irytujące babsko. Wozak był bardzo chętny i natychmiast sięgnął po jedno. Ja niezbyt chciałem brać w tym udział. I nie musiałem, bo Kaśka pociągnęła mnie za rękę w stronę piwnic.

 

***

 

Tuż za naszą kamienicą rozciągała się niezwykle długa, szeroka jezdnia, po której każdy samochód pędził, jakby gonił go sam szatan. Pojazdy migały przed oczami, błyszcząc przeróżnymi kolorami karoserii, a dźwięk nie nadążał za ich prędkością i zostawał na chwilę, bucząc nam w uszach. My zaś staliśmy na skromnym, zaniedbanym trawniku i przyglądaliśmy się niewyraźnemu obrazowi, który można było dojrzeć po drugiej stronie ulicy.

Kilka powykręcanych drzew, wypuszczających co najwyżej parę kruchych, samotnych liści. Niewielkie wzgórze porośnięte rzadką trawą. Oraz dom, czy raczej domek, zbity z desek, na pierwszy rzut oka przypominający dawno porzuconą ruinę. Jednak wystarczyło popatrzeć na niego odrobinę dłużej, by dostrzec bijące z niego dziwne ciepło. A w zimę dało się zauważyć nawet pomarańczowe światło, migające w oknie pozbawionym szyby. Z dziurawego dachu wydobywał się czasami dym.

Zawsze byliśmy ciekawi, kto tam mieszka. Nigdy nie odważyliśmy się sprawdzić.

– Jutro wyjeżdżam – powiedziała Kaśka po długiej, krępującej ciszy. – Matka ma dość tego skurwiela, wczoraj mało łba jej nie rozbił. Jeśli on pójdzie łaskawie do pracy, to ja nie idę do szkoły. Zbieramy rzeczy i wynosimy się do babci. Mama złożyła już o rozwód.

Nie wiedziałem co odpowiedzieć, więc milczałem. W głębi duszy miałem nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze, a jej pieprzony ojczym zostanie sam jak palec i zachla się z rozpaczy na śmierć. Ale nie chciałem się z nią żegnać. I nie potrafiłem jej w żaden sposób pocieszyć.

– Nie wiem, czy się jeszcze spotkamy – kontynuowała. – Raczej nie będziemy chciały tu wracać, niech skurwiel sam sobie gnije w tej jebanej kamienicy. Szkoda, że nie możesz pojechać ze mną.

– Jak zostawisz mi adres, to napiszę ci list – wymamrotałem. – Może dorobię się telefonu, to zadzwonię i powiem, czy ta gnida już zdechła. Jakoś to będzie.

– Jasne. – Uśmiechnęła się smutno. – Zobaczymy się, jak wyrośniemy z tego gówna.

Nie potrafiłem zdobyć się na odwagę, by odwrócić głowę w jej stronę. Było mi wstyd, było mi smutno, było mi bardzo, bardzo dziwnie i chciałem już wrócić do domu.

Ale jeszcze bardziej chciałem przebiec wreszcie tę cholerną ulicę i spojrzeć na swój dom z daleka, tak jak astronauci patrzą na Ziemię z Księżyca. Zostawić go minuty, godziny świetlne za sobą i wrócić dopiero wtedy, gdy poczuję się na to gotowy. Zajrzeć do drewnianego domku przez przegniłe, zbutwiałe okno i wchłonąć policzkami odrobinę jego dziwnego ciepła.

Wiedziałem jednak, że gdy tylko wyciągnę rękę poza bezpieczny obszar trawnika, jakiś pędzący samochód utnie mi ją, niczym żyletka, zapierdalająca z prędkością dźwięku.

Kaśka podeszła do jezdni. Jedno z aut minęło ją tak blisko, że wszystkie włosy stanęły jej dęba, a dłonie niepewnie zadrżały. Ale nie cofnęła się choćby o centymetr. To był taki jej rytuał, podchodziła do krawędzi za każdym razem, gdy odwiedzaliśmy to miejsce. Może dla odrobiny adrenaliny, a może żeby przekonać się, czy tym razem odważy się zrobić jeszcze jeden krok.

 

***

 

Następnego ranka w naszej kamienicy miał miejsce wybuch gazu. Gdy wróciłem ze szkoły, w budynku zionęła ogromna dziura, wszyscy zostali ewakuowani, bo przedwojennej budowli groziło zawalenie. Pamiętam, że się nie bałem. Co najwyżej byłem nieco skołowany, być może nawet rozbawiony całą sytuacją. Z Kulą robiliśmy sobie z niej żarty.

Później dowiedziałem się, że zginęły tylko trzy osoby. Kaśka, jej mama oraz Chuck Norris, którego mieszkanie piętro niżej okazało się epicentrum wybuchu. Kilka lokali zostało poważnie zniszczonych, strażacy pomagali wydobyć z nich najpotrzebniejsze rzeczy. Pamiętam, że moja mama płakała, ale ojciec mówił, że przecież teraz szybciej dostaniemy nowe mieszkanie. Normalnie czekalibyśmy na nie latami, teraz przeprowadzimy się niemal natychmiast.

I tak się stało. Gdy odjeżdżaliśmy polonezem mojego wujka, widziałem przez okno ojczyma Kaśki, tę jebaną gnidę. Siedział na podwórku, dupskiem na ziemi, z butelką piwa w dłoni. Kurtkę miał całą w pyle, powieki czerwone i opuchnięte. Szybko odwróciłem wzrok.

Nigdy już nie spotkałem Kuli, Wozaka ani Kacperka. Dostaliśmy mieszkania w różnych dzielnicach, poszliśmy do innych szkół. Wiele lat później popisaliśmy nieco na Naszej Klasie. Dzięki temu wiem, że życie ułożyło im się całkiem nieźle. Z przyjemnością wspominaliśmy czasy dzieciństwa, choć nie rozmawialiśmy o Kaśce ani o Chucku. Jakoś tak nie wypadało.

Nigdy też nie wróciłem w rodzinne strony. Nie odwiedziłem grobu przyjaciółki, nie zajrzałem też przez przegniłe okno starego, drewnianego domku. Tożsamość jego mieszkańców na zawsze pozostała tajemnicą, przyprawioną odrobiną magii.

 

7.11.2019

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Bernierdh · dnia 24.03.2023 20:22 · Czytań: 340 · Średnia ocena: 4,25 · Komentarzy: 9
Komentarze
Darcon dnia 24.03.2023 20:41
Dojrzała proza, wiarygodnie przedstawieni małoletni bohaterowie, a to wcale nie jest łatwe. Patologia wymieszana z dużą ilością emocji. Para głównych bohaterów charakterystyczna, z butą i ukrytą słabością. Świetnie przedstawiasz prozę życia, wielowymiarowo. Za to duże plusy.
Pozdrawiam.
pociengiel dnia 24.03.2023 23:53 Ocena: Bardzo dobre
Podoba się.
Dark dnia 26.03.2023 09:57
O szlag. Pierwszy raz natknąłem się na coś naprawdę ciekawego tutaj, na tym portalu. Gratki. Jest potencjał moim zdaniem na dobre weird. Intryguje, realnie oddaje pojebanie tego świata. Dialogi siedzą, wulgarność w punkt. Nutka piękna w tle. Może trochę za szybko skończyłeś tekst, ale i tak się jaram.
Kazjuno dnia 27.03.2023 06:53 Ocena: Bardzo dobre
Też lubię taką pozę.
Gratulacje, Bernierch,

pozdrawiam
Bernierdh dnia 29.03.2023 08:19
Bardzo pięknie Wam dziękuję :)

Pozdrawiam ciepło!
Afrodyta dnia 25.04.2023 20:16 Ocena: Świetne!
Bardzo podoba mi się Twoje opowiadanie. Pokazuje, jak jedno wydarzenie staje się punktem zwrotnym dla wielu osób. Dla jednych to rzeczywisty koniec ich życia, dla innych niezrozumiały chichot losu, dla kolejnych szansa na coś nowego, lepszego. Tak jakby to, co się zdarzyło stało się łącznikiem między przeszłością a przyszłością, ale także rodzajem połączenia dla ludzi, którzy tego doświadczyli indywidualnie i zbiorowo. Dla mnie tekst autentyczny, wiarygodny, przejmujący.
Bernierdh dnia 25.04.2023 21:11
Ogromnie dziękuję :)
Zbigniew Szczypek dnia 28.04.2023 23:33 Ocena: Bardzo dobre
Bernierdh
Mi również się podobało. Coś w tym tekście jest wciągającego, coś trudnego do określenia, może maleńkie ziarnko prawdy o nas samych, naszym dzieciństwie. A jeśli już nie chcemy ww opowieści powiązać z własnymi przeżyciami, to dostrzeżemy analogię do dzieciaków, nudzących się pod domem, blokiem, kamienicą, wymyślających najróżniejsze, czasem koszmarne zabawy np.: wieszanie lub podpalanie kota, kradzież w piwnicy sąsiadów, fajki itp.. Często z takich łobuziaków wyrastają straszne kanalie lub przeciwnie - ludzie brzydzący się tego co robili. Ja dopiero jako dorosły przeprosiłem koleżankę, której dokuczaliśmy. Dzieci często nie myślą o konsekwencjach, tego co robią, o tym, jak to wpłynie na ich dalsze losy. U Ciebie jednak, to głupota dorosłych, przecina zły los dzieci, zmieniając ich nieciekawie zapowiadającą się przyszłość.
Także uważam, że świetnie oddałeś głupotę, arogancję i odwagę w grupie. Bardzo dobry tekst!
Pozdrawiam serdecznie - Zbyszek ;)
Bernierdh dnia 29.04.2023 21:22
Bardzo dziękuję za miłe słowa i obszerny komentarz :)
Pozdrawiam ciepło.
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
23/05/2024 22:35
Podobało mi się. Szczególnie ta reklma: Pozdrawiam »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:32
Dzień dobry. Twój tekst jest skierowany do nielicznej… »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:03
Zbyszku, trzymam Cię za słowo. :) »
Janusz Rosek
23/05/2024 10:23
Gabriel G. Serdecznie dziękuję za ten komentarz.… »
Kazjuno
22/05/2024 20:27
Cieszę się Gabrielu z Twoich odwiedzin i komplementów.… »
Gabriel G.
22/05/2024 17:56
Dobry tekst. Dobrze się czyta. Gdybym miał na cokolwiek… »
Gabriel G.
22/05/2024 16:03
Dzięki za komentarz Kazjuno. No właśnie muszę się… »
Gabriel G.
22/05/2024 15:46
Bardzo dobra historia. Uwielbiam klimat tamtych lat.… »
Kazjuno
22/05/2024 10:12
Sprawdziłem Januszu. W Languege Tool jest możliwość zamiany… »
Janusz Rosek
22/05/2024 09:24
Kazjuno Bardzo dziękuję za konkretny komentarz i porady.… »
Kazjuno
21/05/2024 22:07
Jacku Londyn, przesadzasz. Januszu, ten program, wprawdzie… »
Jacek Londyn
21/05/2024 21:22
Januszu, Kazjuno radzi: Kopiujesz każdy z rozdziałów… »
Kazjuno
21/05/2024 20:35
Karkołomne Januszu opisałeś przygody z dzieciństwa. Czyta… »
Janusz Rosek
21/05/2024 18:36
Valerio Cieszę się bardzo, że spodobał Ci się ten prosty… »
Zdzislaw
21/05/2024 12:36
Zbigniewie - może nie ze wszystkim się zgodzę, ale z ogólnym… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 13:58
  • Aż chce się pisać i publikować w PP. Toż to przedsionek do książkowych wydawnictw!
  • Zbigniew Szczypek
  • 14/05/2024 17:56
  • No nie może być, gwar jak dawniej! Warto było, tylko niech już tak zostanie!
  • Wiktor Orzel
  • 08/05/2024 15:19
  • To tylko przechowalnia dawno nieużywanych piór, nie jest tak źle ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 08/05/2024 10:00
  • Ufff! Kamień z serca... Myślałem, że znów w kostnicy leżę
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/05/2024 20:47
  • Hallo! Czy są tu jeszcze jacyś żywi piszący? Czy tylko spadkobiercy umieszczają tu teksty, znalezione w szufladach (bo szkoda wyrzucić)? Niczym nadbagaż, zalega teraz w "przechowalni"!
  • Zbigniew Szczypek
  • 06/05/2024 18:38
  • Dla przykładu, że tylko krowa nie zmienia poglądów, chciałbym polecić do przeczytania "Stołówkę", autorstwa Owsianki. A kiedyś go krytykowałem
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty