Dziwny kraj - Marian
Publicystyka » Eseje » Dziwny kraj
A A A

Choć ten kraj należy do Europy, to leży bardziej na południe niż Tunis czy Algier. Zajmuje powierzchnię prawie taką jak Kraków, ale jest podzielony aż na sześćdziesiąt osiem jednostek administracyjnych - podczas gdy Kraków ma tylko osiemnaście dzielnic. Jego parlament składa się z sześćdziesięciu dziewięciu deputowanych i gdyby Polska miała taką samą liczbę posłów na głowę mieszkańca, to nasz sejm musiałby liczyć około pięć tysięcy stu członków. Administracja jest więc tam mocno rozbudowana i funkcjonuje bardzo wolno, a słowo „għada” (jutro) jest w tamtejszych urzędach w codziennym użyciu. Mimo to, państwo funkcjonuje dobrze i jego obywatele są zadowoleni.

Tym krajem jest Malta.

Jest to archipelag złożony z trzech zamieszkanych wysp: Malty, Gozo i Comino oraz kilku wystających z morza skał. Urzędy centralne znajdują się na Malcie. Obsadzone są prawie wyłącznie przez Maltańczyków i to oni decydują o rozdziale państwowych pieniędzy. Niezadowoleni z tego są mieszkańcy Gozo, bo uważają, że są okradani. Maltańczycy zaś uważają ludzi z Gozo za prymitywnych ćwoków. Płynąc z Malty na Gozo nie płaci się za bilet, natomiast za rejs powrotny już tak. Zapewne jest w tym jakiś głębszy sens, ale złośliwi Maltańczycy twierdzą, że nikt normalny nie zostanie na Gozo na stałe i wcześniej czy później za rejs zapłaci. Maleńka Comino nie ma w ogóle nic do powiedzenia, tak więc wszystkie trzy siostrzane wyspy kochają się iście jak siostry.

Malta ma nieco ponad pół miliona mieszkańców i około sto tysięcy bezpańskich kotów. W większości są to koty zupełnie dobrze zadbane, bo Maltańczycy na zasadzie wolontariatu opiekują się nimi, dokarmiają i nawet zanoszą do weterynarzy. W Sliemie - chyba najnowocześniejszym maltańskim mieście - opieka ta przybrała dosyć dziwaczną formę. Pomiędzy główną ulicą a morzem jest tam tzw. „koci zakątek”, w którym są pojemniki z karmą, poidełka, piaskownice i domki do spania o wymyślnych kształtach. Jest on bardzo czysty i kolorowy, i przypomina nasze osiedlowe place zabaw dla dzieci.

Cywilizacja na Malcie zaczęła rozwijać się ponad siedem tysięcy lat temu i archipelag ten był podbijany przez różne ludy. Rządzili tam Fenicjanie, Kartagińczycy, Rzymianie, Wandalowie, Bizantyńczycy, Arabowie, Habsburgowie, Joannici, Francuzi i Brytyjczycy, i wszyscy oni coś budowali. Następcy burzyli to lub przebudowywali i dokładali jeszcze coś od siebie. W wyniku tego wielowiekowego budowania dzisiejsza Malta sprawia wrażenie jednego wielkiego miasta.

W roku 60 n.e. u brzegów wyspy rozbił się statek przewożący do Rzymu Pawła z Tarsu. Przyszły święty przebywał na Malcie trzy miesiące i w tym czasie nawrócił jej mieszkańców na chrześcijaństwo. Można więc powiedzieć, że Maltańczyków nawrócił najlepszy fachowiec tamtych czasów. Nawrócił ich tak dobrze, że do tej pory prawie wszyscy trwają w tej wierze. Pomimo to powołań kapłańskich i zakonnych dziś brakuje. W jednym z bardziej znanych klasztorów żeńskich są podobno tylko trzy zakonnice: dwie staruszki i jedna młoda, która ma swój profil na Facebooku.

Przez wieki Maltańczycy nabudowali tyle kościołów, że teraz w ciągu roku mogą prawie codziennie modlić się w innym. Nie wiem, czy się modlą, ale bardzo hucznie obchodzą odpusty, czyli po ichniemu fiesty. Kościoły i ich okolice są wtedy dekorowane flagami, kwiatami i czym tylko się da. Dekoracje te muszą być bogate i bardzo rzucające się w oczy, bo są przedmiotem konkurencji pomiędzy sąsiadującymi parafiami. W dniu odpustu wynosi się z kościoła figurę patrona i w uroczystych procesji obnosi po mieście. Procesji zawsze towarzyszy orkiestra i to często niejedna.

Tradycja orkiestrowania została po Brytyjczykach. Maltańczykom chyba podobały się maszerujące w kiltach orkiestry wojskowe, więc zakładali swoje, ale dawali im brytyjskie nazwy: Księcia Yorku, Księcia Kentu itp. Po uzyskaniu wolności orkiestry przechrzczono i teraz mają nazwy wzięte od imion patronów parafii z których pochodzą: Świętego Pawła, Świętej Łucji itp.

Po zakończeniu uroczystości religijnej orkiestra zasiada na placu kościelnym i rozpoczyna się właściwa część fiesty, czyli zabawa przy muzyce i winie.

Restauracje i bary o krok od kościołów to na Malce normalność, bo nawet zwykła niedzielna msza jest dla Maltańczyków okazją do minifiesty. Spotykają się przed kościołem, witają i idą na kawę lub jednego. Po mszy natomiast trzeba przecież utrwalić sobie treść homilii, więc znowu idzie się do baru. Tak więc wyjście na mszę często przeradza się w posiady prawie do nocy.

Maltańczycy lubią się bawić, a dowodem tego są ich wesela. Nasze wesela na sto osób to przy maltańskich małe pikusie. Tam wesele na pięćset osób to norma, a bywają i większe. Zaprasza się wszystkich: rodzinę do entego pokolenia, znajomych, kolegów, sąsiadów, szefów i podwładnych. Duża liczba gości to nie tylko dowód ważności rodziny, ale i gwarancja, że wydatki się zwrócą - a przecież przede wszystkim o to chodzi.

Przeważnie każdej zabawie towarzyszą sztuczne ognie. Podczas wesel czy fiest są one wspaniałe, ale nawet małe spotkania przy winie przeważnie kończą się odpaleniem kilku rac. Gdy wieczorem wygląda się przez okno, to prawie pewne jest, że gdzieś zobaczy się jakieś fajerwerki.

Legenda głosi, że Paweł na Malcie mieszkał w jaskini i któregoś dnia zaatakował go tam jadowity wąż. Apostoł wrzucił go do ogniska, i od tamtego czasu nie ma na wyspie jadowitych węży. Wygląda na to, że apostoł spalił wtedy nie tylko węża, bo maltańska flora jest ubożuchna. Oprócz wspomnianych już kotów, jest tam trochę pochodzących z kontynentu królików, sporo jeży oraz nieco pełzającego i biegającego drobiazgu. Jest dużo miejskich gołębi i są one równie uciążliwe jak ich kuzyni we wszystkich miastach świata. Innych ptaków prawie nie ma. Z nielicznych drzew słychać niekiedy ćwierkania jakichś wróblopodobnych, a w zakrzaczonych wąwozach można czasem spotkać… dzikie kury. Są one podobne do naszych wiejskich mieszańców, ale śpią na gałęziach. Zaskoczył mnie brak mew i innych ptaków żyjących przy morzu. Od przewodnika dowiedziałem się, że są one na wysypisku śmieci. Za dwa dni przejeżdżaliśmy koło tego wysypiska i faktycznie kręciły się tam jakieś białe ptaki, ale niewiele.

Widząc to wysypisko zadałem sobie pytanie: „A co tu się robi ze ściekami?” Pół miliona mieszkańców plus kilka milionów turystów rocznie produkuje przecież tyle ścieków, że taki mały kraik powinien w nich pływać; a nie pływa i nawet ze studzienek kanalizacyjnych nie śmierdzi. „Pewnie walą to wszystko do morza” – podpowiedział mi polski sposób myślenia. Zacząłem więc, wszędzie gdzie byłem, przyglądać się morskim brzegom i wodzie. Nic podejrzanego nie odkryłem. Woda wszędzie była czyściutka i brzegi też. Czyste były też maltańskie ulice - żadnych papierów, odpadków ani przesypujących się koszy na śmieci. Cuda jakieś, czy co?

W każdej maltańskiej rodzinie są co najmniej dwa auta i wszystkie są w ruchu, bo nikt tam nawet do sklepu za rogiem nie chodzi piechotą. Są to przeważnie niedrogie auta, ale widuje się też samochody marki „Ferrari” czy „Lamborghini”. Drogi i ulice są stale bardzo zapchane, jeździ się bardzo wolno i nie rozumiem, po co tamtejszym bogaczom takie wypasione auta, skoro nie mogą w nich poszaleć.

Malta jest rajem podatkowym i cały świat chce tam robić interesy. Dlatego nowe firmy rosną jak grzyby po deszczu i potrzebują pracowników. Rodowitych Maltańczyków nie wystarcza, więc zastępują ich obcokrajowcy - od obywateli chyba wszystkich państw europejskich, po różnej maści przybyszów aż z Dalekiego Wschodu. Powoduje to, że około jedna piąta ludzi mieszkających na Malcie to obcokrajowcy.

Wydawałoby się więc, że rodowici Maltańczycy są otwarci na obcych. Zapytałem o to naszego przewodnika - Polaka od lat mieszkającego na Malcie.

– Bzdura – usłyszałem w odpowiedzi. – Oni nas obcokrajowców nie cierpią, a Afrykanów szczególnie. Szanują tylko Brytyjczyków. Tolerują nas, są uprzejmi i chętni do pomocy, ale to tylko fasada. Naprawdę traktują nas jak hodowca swoje zwierzęta, który karmi je i pielęgnuje, ale na pokoje nie wpuszcza.

Nie wiem, ile w tej wypowiedzi było rozżalenia, a ile chłodnej oceny rzeczywistości, ale skłoniła mnie ona do przemyśleń. Wyszło mi z nich, że to Malta kraj ciekawy, ale dla mnie zbyt dziwny i nie chciałbym tam mieszkać.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
Marian · dnia 27.09.2023 14:28 · Czytań: 537 · Średnia ocena: 5 · Komentarzy: 5
Komentarze
Wiktor Orzel dnia 27.09.2023 14:28 Ocena: Świetne!
Teskt bardzo ciekawy, przesunąłem go do kategorii "Eseje", bo tam bardziej pasuje. Płynie się przez Twoje pisanie bardzo przyjemnie, a jednocześnie jest w tym wszystkim bardzo dużo przemyślanych kwestii z pogranicza antropologii i socjologii, podane w formie bardzo lekkostrawnej i przyjemnej.

Takie opowiastki chętnie bym czytał w przewodnikach turystycznych, twoje przemyślenia mówią więcej niż sto atrakcji. Czytałem go z zaciekawieniem, tym bardziej że wycieczka na Maltę była moją pierwszą zagraniczną eskapadą, nie licząc szkolnej wycieczki do Ukrainy i na Słowację. Z tymi śmieciami to mnie z kolei dziwiło, że wystawiają je na chodnik w workach, tak o, być może ten zwyczaj już się zdążył zmienić.
Marian dnia 28.09.2023 07:33
Wiktorze, dziękuję za wizytę oraz obszerny i miły komentarz.
Starałem się jak najlepiej opisać to, co widziałem.
Jeśli chodzi o moje refleksje z podróży, to polecam jeszcze: "Być Serbem", "Czyj był Aleksander Wielki?" i "Skanderbeg jest dobry na wszystko".
Marek Adam Grabowski dnia 28.09.2023 18:05 Ocena: Świetne!
Jak (niemal) zawsze u Mariana super. Bardzo ciekawy reportaż (chyba można to tak zakwalifikować?). Dużo ciekawostek. W pierwszej chwili zdawało mi się, że to już czytałem u konkurencji, ale ich archiwum tego nie potwierdziło. Z tymi powołaniami to jest powszechny problem. Chyba obecne społeczeństwo nie widzi w byciu osobą duchowną? Moja największa miłość wyjechała na Maltę. Jak mi dawała kosza to zrobiła comin aut i nawet przedstawiła mnie dziewczynie z którą przegrałem. Ale teraz mieszka na Malcie z jakimś chłopem.

We wtorek będę miał dla ciebie niespodziankę.

Pozdrawiam
Marian dnia 29.09.2023 08:26
Marku, dziękuję za wizytę i miły komentarz.
A dziewczyny nie żałuj, skoro przegrałeś z inną dziewczyną.
Czekam na wtorek.
Pozdrawiam.
Marek Adam Grabowski dnia 29.09.2023 13:25 Ocena: Świetne!
Poprawka niespodzianka będzie w poniedziałek. Inna sprawa, że już pierwsze zmianki o niej są w necie, więc chyba będzie to bardziej "spodzianka".

Pozdrawiam
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
OWSIANKO
25/05/2024 11:19
ivonna  bardzo cieszy mnie Twój komentarz. Wolałbym nie… »
Jacek Londyn
25/05/2024 08:40
Bez obciążenia tym wszystkim fika się łatwiej.:) »
ivonna
24/05/2024 22:11
Hej Owsianko :) Lepiej bym nie ujęła tych odczuć w reakcji… »
valeria
24/05/2024 18:45
Gdybyś miał wszystko, to byś fikał:) »
Jacek Londyn
24/05/2024 16:39
Krótko i mocno: Dziękuję. :) Sprawdziłem odstępy.… »
Korektorka
24/05/2024 15:52
Dzień dobry, Krótko, a mocno; dziękuję. Jedna uwaga: za… »
Kazjuno
23/05/2024 22:35
Podobało mi się. Szczególnie ta reklma: Pozdrawiam »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:32
Dzień dobry. Twój tekst jest skierowany do nielicznej… »
Jacek Londyn
23/05/2024 14:03
Zbyszku, trzymam Cię za słowo. :) »
Janusz Rosek
23/05/2024 10:23
Gabriel G. Serdecznie dziękuję za ten komentarz.… »
Kazjuno
22/05/2024 20:27
Cieszę się Gabrielu z Twoich odwiedzin i komplementów.… »
Gabriel G.
22/05/2024 17:56
Dobry tekst. Dobrze się czyta. Gdybym miał na cokolwiek… »
Gabriel G.
22/05/2024 16:03
Dzięki za komentarz Kazjuno. No właśnie muszę się… »
Gabriel G.
22/05/2024 15:46
Bardzo dobra historia. Uwielbiam klimat tamtych lat.… »
Kazjuno
22/05/2024 10:12
Sprawdziłem Januszu. W Languege Tool jest możliwość zamiany… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 21:38
  • Najgorsze co może być, jeśli chodzi o komentarze, jeśli zostają tylko grupy tzw. "wzajemnej adoracji", z komentarzami schematycznymi i w zasadzie nic nie wnoszącymi do twórczości. Nie chciałbym tego.
  • Zbigniew Szczypek
  • 15/05/2024 20:30
  • Kaziu, my to wiemy, że to czasem działa na zasadzie "łańcuszka szczęścia" ale denerwuje, gdy ktoś go "przerywa", w tedy wraca cisza i "bezkomentarz" opanowuje znowu kolejną falą
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 14:01
  • Piszcie, publikujcie i twórzcie komentarze!
  • Kazjuno
  • 15/05/2024 13:58
  • Aż chce się pisać i publikować w PP. Toż to przedsionek do książkowych wydawnictw!
  • Zbigniew Szczypek
  • 14/05/2024 17:56
  • No nie może być, gwar jak dawniej! Warto było, tylko niech już tak zostanie!
  • Wiktor Orzel
  • 08/05/2024 15:19
  • To tylko przechowalnia dawno nieużywanych piór, nie jest tak źle ;)
  • Zbigniew Szczypek
  • 08/05/2024 10:00
  • Ufff! Kamień z serca... Myślałem, że znów w kostnicy leżę
  • Zbigniew Szczypek
  • 07/05/2024 20:47
  • Hallo! Czy są tu jeszcze jacyś żywi piszący? Czy tylko spadkobiercy umieszczają tu teksty, znalezione w szufladach (bo szkoda wyrzucić)? Niczym nadbagaż, zalega teraz w "przechowalni"!
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty