Benek - OWSIANKO
Proza » Inne » Benek
A A A

Opowiadanie, które chciałbym napisać, byłoby falstartem: zamiast jednoznacznego potępienia czynów bohatera, dobrotliwie pozwoliłbym uwierzyć w jego niewinność, a przedstawiam go w roli moralnego czyścioszka wyprowadzonego w pole. Mój bohater powołuje się na wołające o pomstę do nieba, kafkowskie dzieciństwo polegające na braku ciepłej wody. Przysięga, że to jej nieobecności zawdzięcza garowanie pod celą.

Wyrzeka na okoliczności, na partackie warunki przeszkadzające mu w prawidłowym odfajkowaniu pokuty. Do tej czarnej listy dochodzą źli koledzy ze swoimi przebrzydłymi narowami oraz niepojęty skandal z karygodnym występowaniem plam na słońcu. Tkwiący w opowiadaniu Niezłomny Człowiek, uwolniony od udręki zwykłych uczuć, tworzy sobą zaczyn, jeszcze nie uformowaną plazmę. Ciekłą i teoretycznie twardą bryłę; materię oczekującą na nowego rzeźbiarza.

Sadystyczni koledzy spod celi i okrutne siły przyrody, depcząc mu po życiorysie, powodują, że wyswobadza się spod inspekcyjnego oka rodziny i zakłada własną. Obiecuje sobie, że będzie inna od poprzedniej, w której był piątym kołem u woza. Po roku przygnębiających rozmyślań na swój niepocieszny temat, idzie do pracy. Idzie do pracy, ponieważ jeszcze nienarodzone maleństwo już domaga się papu, a ślubna, którą godziwie zaniedbuje w porze na lunch, a uwielbia podczas kolacji ze świecami, puszcza się jego humorzastych gaci.

Ma go powyżej lub poniżej i wkracza na wojenną ścieżkę zdrady. Coraz częściej, żwawiej i na cały rozdzierający głos, narzeka mu na wycieraczkę pod drzwiami. Wreszcie przenosi się do słoniowatej zołzy zwanej matulą i zabiera ze sobą dzieciątko płci męskiej. Nie mówiąc, czy i kiedy, oraz z kim wróci, pozostawia go w dygotliwych rozterkach, on zaś stwierdza z przestrachem, że jego lotny, dotychczas niezawodny umysł, który pozwalał mu na człapanie po cudzych przeżyciach, odmawia mu posłuszeństwa.

Razem z jej odejściem, na fabularnym horyzoncie pojawia się imię bohatera: dotąd pętał się po opowiadaniu jako anonimowy knypek bez wyraźnie zaznaczonych, mentalnych konturów, teraz jednak okazuje się, że ma nie tylko problemy, ale posiada twarz, którą można nazwać. Czytelnik dowiaduje się zatem, że na chrzcie nadano mu szorstką i ochrypłą ksywę Benek.

Benek, po pijaku startujący z pięściami do każdego, kto nie chciał uwierzyć mu na słowo, że w głębi duszy jest wysoki, chce cierpieć sam, bez współczującej asysty pobocznej grupy ludzi. Mija mu spontaniczny okres dreptania po gadulstwie. Prawienia o rzeczach zrozumiałych i oczywistych. Wpada w depresję, a uczucie krzywdy zaczyna mu przesłaniać rzeczywistość. Do tego stopnia, że wszystko, co stawało się pożywką dla jego myśli, musiało zostać przetworzone przez filtr przygnębienia, czarnowidztwa i beznadziei.

Ubolewa nad sobą; jest mu teraz z tym mazgajeniem się tak landrynkowo, tak dobrze, że ani chce, ani może wyzwolić się ze zdziwienia, iż niegdyś potrafił żyć bez defetyzmu.

Z początku sądzi, że jest to przejściowy, banalny prodrom wyniszczenia, że wystarczy odpocząć, by mu zapobiec, lecz gdy zauważył, że podczas nocy i dni spędzonych na nieczytaniu, niesłuchaniu i leżeniu w abnegackiej ciszy, w izolacji od zewnętrznych sygnałów, nie nadciąga do niego z odsieczą żaden zwiastun poprawy, a dotychczasowe życie traci poprzedni sens, że rozpoczynają się w nim przedwcześnie spóźnione konstatacje, pojawiają się eschatologiczne pytania, które mógłby sobie zadać na początku drogi przez potłuczony świat, a nie na jej końcu, nie w decydującym momencie dobiegania do Tartaru; nie w trakcie przepływania przez Styks!

Wszystkimi zmysłami boleśnie w i e, że jego życie przetrwoniło mu się przez palce. Ma więc nieustanne wrażenie tkwiącej w nim obcości. Gnębiącego poczucia rozwarstwienia tego, co było w nim przedtem i odseparowania od tego, co spotyka go teraz. Rodzi się w nim gniew. Sprzeciw tak gwałtowny, że gdy przybiera niekontrolowane rozmiary, woli nie wychodzić z domu, nie widzieć nikogo, trząść się na własną rękę.

Z początku jest zafascynowany samotnością. Tym, że omija go zrzędliwa krzątanina przyziemnych sensacji. Lecz już niebawem przyczepia się do jego świadomości znękane spostrzeżenie: gdy wraca do swoich czterech kątów, od progu wita go ta sama, monotonnie ogłuszająca pustka.

Po okresach daremnego wsłuchiwania się w echa szelestów jej sukien, pogłosów rozgaworzonego, nieobecnego śmiechu potomka, krwi ze swojej krwi, zaczyna przestawać wierzyć w moc spadających gwiazd i traci zainteresowanie dla tego, co pod podłogą, za oknem, za ścianą, za torami. W to, co przed utratą zamykało jeden i otwierało drugi etap. W jego teraźniejszej egzystencji można znaleźć sporo miejsca na zwątpienia, cynizmy i sarkazmy.

Tu i ówdzie pojawiają się w nim złośliwe ogniki, personalne wycieczki, nieszkodliwe aluzje. Odgrywa przed sobą pokrzywdzone bobo, lecz tylko wtedy, gdy nikt go nie odwiedza. Jak wówczas, gdy, w skrywanym oburzeniu, przyznawał jej niechętną rację, że byli niedobraną parą. Jak wtedy, gdy ich kłótnie były podkreślaniem swoich zalet i obniżaniem rangi własnych wad. Tylko i wyłącznie wtedy, gdy była za daleko, by odnieść wrażenie, iż, bez pomocy nastrojowych świec, mogą być szczerzy.

*

Siedzi w jednym miejscu, na tapczanie, burkliwy, niekomunikatywny, pogrążony we wspomnieniach i jałowych kontemplacjach. Nic nie może skłonić go do wyrwania się z melancholii. Jeżeli na początku tapczanowych refleksji wydawało mu się, że jest w stanie zapanować nad swoją wolą i wrócić z dalekiej podróży, to w miarę emocjonalnej zapaści, wola, pragnienie otrząśnięcia się z bezczynności, te zracjonalizowane i jakże wygodne metody zabijania czasu, zaczęły mu odpowiadać, zaczęły go usprawiedliwiać, wyjaśniać go bez jego udziału.

Starczy, że spogląda w przeciwną ścianę, a jego wzrok już przejmuje inicjatywę, wyręcza go i podejmuje się wytłumaczenia, dlaczego tkwi na tapczanie. Uzmysławia wszystkim świadkom degrengolady, że oto poświęca się cierpieniu; bez wysiłku mówienia. Przyznaje się do jego pomyłek i do grzechu naiwności.

Dzieje się to jakby poza nim. Jakby za wstawiennictwem wyrazu oczu, które za niego odwalają czarną robotę spowiedzi. Ale po psychicznej kwarantannie i przetrawieniu swojej porażki, niewydarzone myśli przestawały go dręczyć. Stupor zmienia się w konieczność walki. W potrzebę podejmowania nowych wyzwań. W konieczność sprostania teraz już spokojniejszej i świadomej aktywności: ponownie zaczyna interesować się życiem. Lecz nie tym, co przedtem, zewnętrznym, widzianym potocznym okiem, tylko tymi jego przejawami, które nie dawały się wtłoczyć w jednoznaczne słowa. Podać na talerzu. Tym,co przebiegało w środku, w bebechach psychicznych mechanizmów, ukrytych sprężynach, motywach i namiętnościach każącym podjąć się działania.

Poprzednie życie, które go zniszczyło i rozczarowało, które zmusiło go do lawirowania wśród zastrzeżeń, było nie jego. Jego nie było pozoranckie i zagonione do kąta, zaszczute otępiałym siedzeniem na tapczanie, ale tym, w którym wolno mu było poruszać się w swoim rytmie, bez obawy, że znowu zostanie sam, zdradzony. Porzuca więc dotychczasową bierność; wchodzi w świat gwarantujący mu własne przeżycia. Jednak spóźnione powroty do przeżyć uważanych za własne, nie należą do uspokajających decyzji. Przeciwnie; im głębiej w nich się zanurza, tym więcej narasta w nim wątpliwości.

*

Opowiadanie byłoby pomyłką. Z nieczytelnych powodów, w połowie tekstu, przeszedłbym od ciemnych, przeładowanych westchnieniami tonacji i przestroiłbym się na rozrzutne, zamaszyste pacykowanie jaśniejącymi barwami, co pozwoliłoby mi zrezygnować z patosu, przeniknąć przez drwiące, myślowe palisady, ostrokoły, zapory nie do przezwyciężenia.

Tak czy siak, gdzie nie spojrzy i czego nie zrobi, od tej pory widzi się w dwójnasób. Jeszcze przed chwilą przegrany, a tuż po niej, ma do wszystkiego i wszystkich podniosły stosunek; bawi się dostrzeganiem nieskrępowanego życia. Dawniej pospiesznie mijany świat, teraz przykuwa jego uwagę: wart jest ponownego poznania, bo dzisiejsze słońce świeci mu bez wczorajszego memento mori.

Poleć artykuł znajomym
Pobierz artykuł
Dodaj artykuł z PP do swojego czytnika RSS
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • E-mail znajomego:
  • E-mail polecającego:
  • Poleć ten artykuł znajomemu
  • Znajomy został poinformowany
OWSIANKO · dnia 04.03.2024 15:27 · Czytań: 298 · Średnia ocena: 3,5 · Komentarzy: 9
Komentarze
Korektorka dnia 04.03.2024 15:27 Ocena: Bardzo dobre
Dzień dobry:)

Dziękuję za mocny, ironiczny tekst. Wciąga! Kilka uwag:
1) i niepojęty skandal (kiedy wymieniamy tylko dwa elementy, nie używamy "oraz";)
2) u wozu
3) Po roku przygnębiających rozmyślań na swój niepocieszny temat idzie (przecinek po "temat" zbędny)
6) Co to znaczy "puszcza się jego humorzastych gaci"?
7) i na cały rozdzierający głos narzeka (przecinek zbędny)
8) czy i kiedy oraz
9) Wraz z jej odejściem na fabularnym
10) zaznaczonych konturów mentalnych
11) nie tylko problemy, lecz także twarz,
12) Czy słowo "pobocznej" jest konieczne? Wprowadza nieco zamieszania i osłabia wymowę zdania.
13) poczucie skrzywdzenia zaczyna przesłaniać mu
14) Zdanie od "Z początku" rozbiłabym na kilka. Jest za długie, natłok szczegółów, można się zgubić.
15) co było w nim przedtem, i
16) rozmiary niekontrolowane,
17) Benek woli nie wychodzić (wcześniej była mowa o sprzeciwie, teraz zmieniamy podmiot)
18) krwi z jego własnej krwi,
19) zwolna przestaje wierzyć
20) traci zainteresowanie tym, co
21) Tym, co przed utratą zamykało jeden etap i otwierało drugi.
22) pojawiają się u niego
23) przyznawał jej niechętnie
24) były ze strony każdego z nich dwojga podkreśleniem (...)
25) Albo "tylko", albo "wyłącznie - "tylko i wyłącznie" to błąd.
26) Kto miał "odnieść wrażenie"?
27) , iż bez pomocy
28) w miarę trwania emocjonalnej zapaści wola,
29) porażki niewydarzone
30) ; Benek ponownie zaczyna
31) Co to znaczy "potocznym okiem"?
31) Tym, co przebiegało
32) Każących czy każącym? Czy to te wszystkie elementy mu to nakazywały, czy to, co "przebiegało"?
33) , lecz tym, w którym
34) uważanych za własne nie należą
35) z tonacji ciemnych, przeładowanych westchnieniami, przestroiłbym się
36) drwiące myślowe
37) po niej ma
38) stosunek podniosły
39) świat teraz przykuwa

Pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję:)
OWSIANKO dnia 05.03.2024 19:36
Korektorka

nie bardzo rozumiem, co "wciąga", skoro tyle błędów zawiera.

pozdrawiam od ucha.
MJ
Zbigniew Szczypek dnia 06.03.2024 22:13
Owsianko
No właśnie - co tu wciąga?! Właściwie to żle postawione pytanie, powinno być - dlaczego ja nic nie wciągam? Może wówczas łatwiej byłoby mi zrozumieć zamysł autora. O ile rozumiem wiersz o pisaniu wiersza, to powyższy tekst mnie odstręcza. W przeciwieństwie do żartu o policjancie i książce telefonicznej, gdzie może akcja nie toczy się wartko ale iluż bohaterów, tu nie ma nic śmiesznego, tylko dylematy autora czego to nie chciałby napisać. Ironia, dotycząca fabuły hipotetycznego tekstu i bohatera, mającego w nim wystąpić. Rozumiem, że to eksperyment, niestety na czytelniku, jako poddana owemu doświadczeniu "myszka" - gryzę.
Kategoria - inne - i tylko to ratuje tekst, swoistą wytyczną autora, na temat tego, co chciałby stworzyć.
Pozdrawiam - Zbyszek ;)
Kazjuno dnia 07.03.2024 06:20
Z zasady nie komentuję utworów, które do mnie nie trafiają, albo po prostu się nie podobają.

Nie lubię sprawiać Autorom przykrości.

Przeczytałem "Benka" na siłę. Chcę coś napisać, ale opadły mi ręce...

Pozdrawiam, Kaz
OWSIANKO dnia 07.03.2024 08:04
Zbigniew Szczypek
Najtrudniej przychodzi wytłumaczyć się z powodów osobnego stylu i może byłoby lepiej poprzestać na wyznaniu, że jestem „Nikiforem prozy”. Czyli piszę „po swojemu”, nie przestrzegając obowiązujących reguł. Zamiast rozwlekłych usprawiedliwień i powtórzeń, dlaczego tak robię, przytoczę własne teksty naskrobane drzewiej:

Językowy puc


Jakże zrozumiale brzmi wyznanie Gombrowicza, że nie chce być pisarzem idealnie poprawnym, pozbawionym wszystkich językowych odstępstw od norm, a nie chce, ponieważ ich gorliwe i rygorystyczne przestrzeganie prowadzi do „wykastrowania z indywidualności”.

Słowo to barometr epoki. Znak triumfu i rozwoju myśli lub jego przeciwieństwo. Są nie po to, by gęba miała zajęcie. Mają służyć nie tylko do ciurkania elokwencji, ale i do odzwierciedlania tego, co się ma zamiar powiedzieć Jednakże między powiedzieć a powiedzieć rozpościera się otchłań różnic. Można coś tam wyrazić nie uzyskawszy żadnego oddźwięku. Dzieje się tak, gdy język jest martwy, sparciały, mało elastyczny, nie zmusza do przetwarzania skojarzeń, zadowala się stwierdzeniem gołego faktu, nie rodzi konkluzji, a człowiek, po przewentylowaniu takiej myśli, nie chce zgłębiać, co te znaczenia skrywają pod podszewką.

Lecz są słowa, przeciwne do tamtych: ruchome i rozhuśtane. Kiedy w zdaniu znajdziemy takich kilka znaczeń, nawet pozornie sprzecznych ze sobą, nawet rządzących się nieznanymi prawami, to nagle się okazuje, że zdanie z nich zbudowane, zawiera w sobie nowe barwy i nieprzewidywalne sensy, że tym samym są bogatsze, różnorodniejsze, ciekawsze, że są istotne, ponieważ sprawiają, że zwykła myśl, uszarpana własną miernotą, płytka i „jednowymiarowa”, dzięki owym zbitkom lub skojarzeniom, zaczyna wyłazić na powierzchnię zdania w zupełnie nowej szacie, zaczyna pączkować prawdami, których nie podejrzewalibyśmy na wstępie. Mówiąc krótko: niektóre są martwe, bo pojedyncze, a inne składane są jak teleskop.
Gdy używamy pierwszych, jesteśmy szablonowi i kołczejemy z poprawności. Lecz jeśli posłużymy się słowem teleskopowym, znajdziemy się wśród barw, które nie są przedawnione, zastarzałe i passe, a nasza wyobraźnia uwolni się od stereotypów, przeniesie nas do krain zbudowanych z nowych zafrapowań, nowych pytań i nowych odpowiedzi, odsłoni przed nami las, rozarium, a nie tylko zwyrodniałe skupisko patyków.
*

Literatura za bardzo wzięła sobie do serca fakt, że mówi się o niej „piękna”. Zanadto, gdyż powinna mieć spocony kałdun wystający z niedopiętej koszuli. W moim pojmowaniu winna nie mieć wspólnych mianowników ze stylistycznym betonem: ma być prosta, czyli pachnieć rzeczywistością, nie nosić kagańca i przepuklinowego pasa.
Niektórzy literaci zawzięli się używać słów udeptanych przez tradycję, podczas gdy stosowane przez nich, nie powinny dzielić się na wyrazy dopuszczalne i zakazane, gdyż jest to podział sztuczny i nieuprawniony. Pierwsze to te z bramy frontowej, reprezentacyjne i poprawnościowe, drugie to te, które chyłkiem przemykają pod schodami.

Słów potocznych, żywych i obrazowych używa się szczyptę, podczas gdy kolokwialnych, trafnych, lecz niesłusznie zapomnianych i pomijanych w stosowaniu, słów chadzających za potrzebą, samopas i na bosaka, z tłuszczykiem i przy kości, neologizmów przemielonych przez uliczny i bazarowy zgiełk, słów zamieszkałych w zwyczajności, brak: nie mogą dopchać się do należnej im nobilitacji.

Sądzę, że dzisiejsze zasady jutro będą uznawane za błędy. Podobnie jak wczorajsze są nie do przyjęcia teraz. Mówię o modzie na poprawne wyrażanie myśli. Język, styl, gust — nie są to rzeczy zastygłe — podlegają nieustannym, etycznym i estetycznym, modyfikacjom w trakcie procesu naszych przeobrażeń, są kształtowane przez zmiany zachodzące w naszej psychice.

O rozpoznawalności w pisarstwie


Język twórczy (nie — odtwórczy) różni się od sucharkowego (poprawnościowego) języka używanego w literackiej księgowości tym, że powinien być krwisty i soczysty, a nie — zbieraniną słów kostycznych czy spalonych na węgiel. W tym miejscu najlepiej posłużyć się przykładami zaczerpniętymi z dzieł „klasyków”. Orwell w „Folwarku zwierzęcym” użył sformułowania „kury skrzeczące z przerażenia”, Mickiewicz — „zakasać pięści”, Balzak — „ziewający koń”, Gombrowicz — „twarz wykrzywiona brakiem uśmiechu”. Czy pisarze ci popełnili błędy? Z punktu widzenia językowego purysty tak — od razu napiętnuje tego rodzaju stylistyczną woltyżerkę dowodząc, że kury nie skrzeczą, koń nie ziewa, a pięści zakasać nie można. I poprawiacz taki miałby rację, tyle że gdyby nie podobne wygibasy słowotwórcze, nasz sposób wyrażania myśli byłby od czasów Reja wciąż ten sam.

Zjawisko stylistycznej rozpoznawalności piszącego przyrównać można do głosu aktora: nie sposób pomylić Gustawa Holoubka z Andrzejem Szczepkowskim, Seweryna z Lindą, Dzwonkowskiego z Michnikowskim, Eichlerówny z Jandą. W głosie aktora jest zawarta dusza wypowiadanego tekstu, charakterystyczna intonacja i specyficzne wybijanie sensu utworu poprzez umiejętne rozłożenie akcentów.
Pozdrawiam
Marek
Marek Jastrząb: Wygrani, przegrani, bęc – Studio Opinii
Zbigniew Szczypek dnia 07.03.2024 08:20
Owsianko
OK! Rozumiem, o gustach się nie dyskutuje, pewnie są odbiorcy, którym to się podoba.
W żadnym wypadku nie chciałem Cię urazić.
Pozdrawiam - Zbyszek ;)
Optymilian dnia 07.03.2024 12:30 Ocena: Dobre
Zapoznałem się z kilkoma Twoimi tekstami i widzę, że wybór karkołomnego języka jest świadomym wyborem, ale nie jest on - moim zdaniem oczywiście - walorem stylu. Jako czytelnik - myślę, że raczej wyrobiony - czytam Ciebie nie z akapitu na akapit, nie od zdania do zdania, ale od wyrazu do wyrazu, jak wprawkę literacką polegającą na zastępowanie każdej utartej frazy/frazesu synonimicznym odpowiednikiem. Wrażenie wprawki potęgowane jest przerostem formy nad treścią, która za nią stoi. W późniejszych akapitach jest dużo lepiej, bo opisujesz "bebechowe" sprawy, które domagają się własnego języka.
____________
Cytat:
za­miast jed­no­znacz­ne­go po­tę­pie­nia czy­nów bo­ha­te­ra, do­bro­tli­wie po­zwo­lił­bym uwie­rzyć w jego nie­win­ność, a przed­sta­wiam go w roli mo­ral­ne­go czy­ściosz­ka wy­pro­wa­dzo­ne­go w pole.

Proponuję "pozwalam" - dla zachowania czasu.
Cytat:
two­rzy sobą za­czyn, jesz­cze nie ufor­mo­wa­ną pla­zmę. Cie­kłą i teo­re­tycz­nie twar­dą bryłę; ma­te­rię ocze­ku­ją­cą na no­we­go rzeź­bia­rza.

Z cieczy przechodzisz do bryły/materiału dla rzeźbiarza. Moim zdaniem lepiej byłoby wybrać jeden materiał.
Cytat:
na chrzcie nada­no mu szorst­ką i ochry­płą ksywę Benek.

Co jest szorstkiego, ochrypłego w "Benku"? (retoryczne)
Cytat:
Mija mu spon­ta­nicz­ny okres drep­ta­nia po ga­dul­stwie

Może "dreptania gadulstwem"?
__________
Język, język, język... tylko po co go aż tyle? Tekst pozostawił mi w głowie wrażenie obcowania z kimś, kto zainwestował czas (a może i życie) w liczne operacje plastyczne języka, który w efekcie nabrał sztucznego, wysilonego charakteru i osłabił funkcję komunikatywną na rzecz jakieś quasi erudycji. Ten tekst (i inne) mógł być naprawdę dobry, bo jest o Czymś, ale ZAMAZAŁEŚ go stylem. Powoływanie się na Gombrowicza, Balzaka, Orwella, Mickiewicza (kolejność analfabetyczna), jest wysoce nie na miejscu. Ich styl jest wehikułem sensu, unosi go i podbija. U Ciebie do sensu trzeba się przekopywać przez styl i w przypadku opisów zwykłych scen jest się zawiedzionym.
OWSIANKO dnia 07.03.2024 14:42
Ootymilian

Z czasem, gdy pracuje się nad stylistyczną odrębnością, popada się w manierę wysilonego samonaśladownictwa. Pół biedy, kiedy się ją dostrzeże. Gorzej, jak się w niej brnie,
Dzięki
mj
Kazjuno dnia 08.03.2024 22:34
W przeciwieństwie do "Benka" w którym pogubiłem się co do istoty treści, w "Odległej bliskości" podobały mi się charakterystyki postaci bohaterów i ich dogłębna analiza. Też przemawiałeś bogatym niekonwencjonalnym językiem, jednak rysowane obrazy były klarowniejsze i łatwiej czytelne. Nie sposób, nie zgodzić się z Optymilianem, który napisał:
Cytat:
Wrażenie wprawki potęgowane jest przerostem formy nad treścią, która za nią stoi.

Napisałeś OWSIANKO:
OWSIANKO napisał:
neologizmów przemielonych przez uliczny i bazarowy zgiełk, słów zamieszkałych w zwyczajności, brak: nie mogą dopchać się do należnej im nobilitacji.

Nie dawno, parę godzin temu próbując rehabilitować ścięgno Achillesa na ściance do ćwiczenia tenisowych uderzeń, wysłuchiwałem "ulicznego zgiełku", słów, "które nie mogą się dopchać do należnej nobilitacji".
Wygłaszała je urodziwa nastolatka nadająca ton koleżankom, które obok tenisowej ściany kibicowały chłopakom grającym w koszykówkę. Koleżanka zapytała ją:
- Jak tam z Błażejem, jeszcze się spotykasz?
Ta urodziwa nadająca ton psiapsiółce na to:
- Z tym, kurwa, pedałem? Jak chuja spotkam, to kopnę go w dupę i się zesra.
Potem dalej kontynułowała swój "autorytatywny" monolog, w każdym zdaniu zawierając co najmniej po dwa wulgaryzmy.
Tak kolego, język się modyfikuje. Sexy dupencja czerpie nowomowę garściami, choćby od idolki wyzwolonych kobiet pani Lempart.

Pozdrawiam, Kaz
Polecane
Ostatnie komentarze
Pokazuj tylko komentarze:
Do tekstów | Do zdjęć
Kazjuno
16/04/2024 21:56
Dzięki, Marianie za pojawienie się! No tak, subtelnością… »
Marian
16/04/2024 16:34
Wcale się nie dziwię, że Twoje towarzyszki przy stole były… »
Kazjuno
16/04/2024 11:04
Toż to proste! Najeżdżasz kursorem na chcianego autora i jak… »
Marian
16/04/2024 07:51
Marku, dziękuję za odwiedziny i komentarz. Kazjuno, także… »
Kazjuno
16/04/2024 06:50
Też podobała mi się twoja opowieść, zresztą nie pierwsza.… »
Kazjuno
16/04/2024 06:11
Ogólnie mówiąc, nie zgadzam się z komentującymi… »
d.urbanska
15/04/2024 19:06
Poruszający tekst, świetnie napisany. Skrzący się perełkami… »
Marek Adam Grabowski
15/04/2024 16:24
Kopiuje mój cytat z opowi: "Pod płaszczykiem… »
Kazjuno
14/04/2024 23:51
Tekst się czyta z zainteresowaniem. Jest mocny i… »
Kazjuno
14/04/2024 14:46
Czuję się, Gabrielu, zaszczycony Twoją wizytą. Poprawiłeś… »
Gabriel G.
14/04/2024 12:34
Bardzo fajny odcinek jak również cała historia. Klimacik… »
valeria
13/04/2024 23:16
Hej miki, zawsze się cieszę, gdy oceniasz :) z tobą to jest… »
mike17
13/04/2024 19:20
Skóra lgnie do skóry i tworzą się namiętności góry :)»
Jacek Londyn
12/04/2024 21:16
Dobry wieczór. Dawno Cię nie było. Poszperałem w tym, co… »
Jacek Londyn
12/04/2024 13:25
Dzień dobry, Apolonio. Podzielam opinię Darcona –… »
ShoutBox
  • Zbigniew Szczypek
  • 01/04/2024 10:37
  • Z okazji Św. Wielkiej Nocy - Dużo zdrówka, wszelkiej pomyślności dla wszystkich na PP, a dzisiaj mokrego poniedziałku - jak najbardziej, także na zdrowie ;-}
  • Darcon
  • 30/03/2024 22:22
  • Życzę spokojnych i zdrowych Świąt Wielkiej Nocy. :) Wszystkiego co dla Was najlepsze. :)
  • mike17
  • 30/03/2024 15:48
  • Ode mnie dla Was wszystko, co najlepsze w nadchodzącą Wielkanoc - oby była spędzona w ciepłej, rodzinnej atmosferze :)
  • Yaro
  • 30/03/2024 11:12
  • Wesołych Świąt życzę wszystkim portalowiczom i szanownej redakcji.
  • Kazjuno
  • 28/03/2024 08:33
  • Mike 17, zobacz, po twoim wpisie pojawił się tekst! Dysponujesz magiczną mocą. Grtuluję.
  • mike17
  • 26/03/2024 22:20
  • Kaziu, ja kiedyś czekałem 2 tygodnie, ale się udało. Zachowaj zimną krew, bo na pewno Ci się uda. A jak się poczeka na coś dłużej, to bardziej cieszy, czyż nie?
  • Kazjuno
  • 26/03/2024 12:12
  • Czemu długo czekam na publikację ostatniego tekstu, Już minęło 8 dni. Wszak w poczekalni mało nowych utworów(?) Redakcjo! Czyżby ogarnął Was letarg?
  • Redakcja
  • 26/03/2024 11:04
  • Nazwa zdjęcia powinna odpowiadać temu, co jest na zdjęciu ;) A kategorie, do których zalecamy zgłosić, to --> [link]
Ostatnio widziani
Gości online:0
Najnowszy:Usunięty